piątek, 1 kwietnia 2016

#3

Sądny dzień 


Dla osób, które nękają ataki paniki ,dzień w którym czeka nas np. ważna impreza rodzinna, wyjazd, czy wizyta w nowym miejscu to istny sądny dzień. Kilka dni przed rzeczonym dedlajnem - korpo lengłydż nigdy nie umiera - boli brzuch, dotyka nas bezsenność, męczą nas czarne, wręcz katastroficzne myśli. Od samych myśli człowiekowi wali serce,a w żołądku wszystko się przewraca. 
Co jednak zrobić, by nie dać się owładnąć lękowi? 

Po pierwsze - uświadom sobie, że nic Ci nie grozi. To, że jest Ci gorąco -po prostu oznacza, że jest gorąco. Gdy robi Ci się duszno- po prostu weź kilka głębokich oddechów ( w stylu 1-odpręż się, 2 - odpręż się, itd.). Uspokój myśli. Rozluźnij żuchwę. Rozluźnij się. Gdy możesz- zamknij oczy, oddychaj spokojnie, miarowo- przeponą. Pomyśl sobie : 

Czy przewiduję wydarzenie się czegoś strasznego? 

TAK. Zemdleję. A jeśli nie zemdleję to zwymiotuję,albo co gorsza nie zdążę do toalety. Ośmieszę się. Ośmieszę mojego partnera. Nikt mi nie pomoże, lub nie będzie w stanie pomóc. Nie znajdę drogi wyjścia, ucieczki. Uduszę się. Oszaleję od tych myśli! 

A teraz zadaj sobie pytanie : czy moje odczucia można w RACJONALNY SPOSÓB WYJAŚNIĆ? 

Jesteś wśród ludzi - czujesz się nieswojo, bo ich nie znasz. To normalne. ALE nic Ci nie grozi, a tym bardziej nie niebezpieczeństwo. Czy kiedykolwiek zdarzyło Ci się zwymiotować publicznie? Nawet jeśli, pomyśl jak Ty zachowałbyś się gdyby to przy Tobie komuś zdarzyłoby się coś takiego. Pomógłbyś, pokazałbyś troskę. Spytałbyś czy wszystko w porządku. Nie olałbyś, nie oceniałbyś. Jeśli zaś Tobie by się coś takiego w najgorszym wypadku przytrafiło, to przecież nie znasz tych ludzi, a oni Ciebie- już za rok o tym nie będą pamiętać. Ani Ty! Jeśli ktoś jednak źle oceniłby Cię w wyniku takiego wypadku, nie chcesz przecież mieć takich ludzi w swoim otoczeniu - jeśli byłby to znajomy, po prostu wiedziałbyś, że nie możesz na taką osobę liczyć i pozbyłbyś się chwasta ze swojego życia. 

Jest Ci niedobrze - być może coś zjadłeś, albo nie jadłeś ze stresu. Normalne. Nic Ci nie będzie. Oddychaj. Pomyśl - jestem bezpieczny. Za każdym razem gdy nachodzą Cię katastroficzne wizje bliskiej przyszłości związane ze skutkami ataków albo samym przebiegiem ataków paniki, zadaj sobie pytania powyższe pytania. A potem, na koniec powiedz sobie : 

KAŻDY ATAK KIEDYŚ MIJA. *
przeważnie niezauważony przez ludzi Cię otaczających. 

Ostatnio, wczoraj dokładnie dowiedziałam się, że w moim miejscu pracy - korposrorpo, gdzie pracuje względnie dużo osób, bo kilkaset - odbędzie się spotkanie WSZYSTKICH pracowników. NARAZ. Wszystkich. W JEDNEJ SALI. I od razu miałam pierdyliard myśli. Po pierwsze rozważałam w ogóle, że nie pójdę. Przecież nie muszę. Poudaję, że mam pilny telefon. Zostanę w toalecie. Nikt nie zauważy. Superwajzor nie zauważy, będzie ok. Ale potem pomyślałam sobie. HALO. Uspokój się. Nic Ci tam nie grozi. Nikt nie wezwie Cię do tablicy. Usiądziesz sobie, pójdziesz na tyle wcześniej, by mieć krzesło. Otworzysz okna. Będzie czym oddychać, a Ty będziesz sobie w głowie powtarzać wszystkie formułki, których się nauczyłaś. A jeśli będziesz wiecznie przed tym uciekać, to nigdy nie poczujesz się dobrze. Musisz spróbować. Najwyżej wyjdziesz na chwilę i wrócisz. Nic się nie stanie. Dasz sobie radę. 
Poszłam. Przeżyłam. Nie zrobiło mi się słabo. Po raz pierwszy od kilku miesięcy nie zrobiło mi się kurna słabo podczas spotkania. Chociaż było gorąco, choć wokół mnie stało wielu ludzi i waliło mi serce, potrafiłam sama siebie uspokoić tym wszystkim o czym tutaj piszę. 

Gdy zorientowałam się co mi dolega, niestety doszłam do tego sama po wielu miesiącach rozwijania się tego ciulstwa, miałam wrażenie że jest to nieosiągalne, bym znów żyła normalnie. Bałam się nawet stać w kolejce w sklepie, a wyjście do kina oznaczało dla mnie : "ludzie, dużo ludzi, ktoś będzie siedział koło mnie, usłyszy jak panikuję, zobaczy - jest ciemno,nie trafię szybko do wyjścia, nie zdążę do toalety, co za wstyd". To naprawdę paraliżuje człowieka i całe jego życie, przez to negatywnie wpływa na relacje z najbliższymi. A przez to czujesz się jak kupa, jak ktoś gorszy niż reszta, bo nie możesz robić najprostszych rzeczy. 
A wczoraj udało mi się przeżyć, coś co od dawna wydawało mi się straszne, bo jeden z poważniejszych ataków przydarzył mi się właśnie podczas korpowigilii. Byłam wczoraj bardzo z siebie dumna. Dziś już trochę mniej, bo wyjeżdżam. Czeka mnie seria podróży- samolotem, metrem, pociągiem,znów samolotem, długa podróż samochodem. Boję się. Bardzo się boję.  Ale jeśli dam radę to znów będę z siebie dumna, znów poczuję, że mogę normalnie żyć, że nie czuję się sparaliżowana. Warto próbować przezwyciężać lęk. Nie, nie warto - TRZEBA. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz