Dlaczego ważny jest relaks?
No właśnie. Skoro dajemy radę pracować na pełnych obrotach, jeśli udaje nam się ogarniać wiele projektów na raz, dedlajny nam nie straszne, a prodżekt menadżer wie, że może na nas liczyć, to niby dlaczego mamy zwalniać?
Bo nie jesteśmy kurna perpetum mobile, które raz wprawione w ruch podobno ma poruszać się wiecznie. I jak raz coś pierdyknie, to no - pierdyknie i już.
Jeśli masz komu się wygadać, o tym co było w pracy, o tym co się wydarzyło w Twoim życiu - wygadaj się. Napisz list, stwórz bloga (he he), prowadź pamiętnik, nie wiem gadaj do psa. Ten szit trzeba z siebie wyrzucić. Bo wszystko jest fajnie, dopóki jest fajnie, a jak już się spierniczy to to fajnie wydaje się być bardzo odległe.
Ja trochę zbyt późno sobie to niestety uświadomiłam i chroniczny stres zafundował mi- czyli w gruncie rzeczy ja sobie sama zafundowałam- atak paniki. Który oczywiście również ja sama przeanalizowałam na miliard sposobów i doprowadziłam się do stanu lęku przed lękiem. Czego nie polecam.
Polecam za to jakąkolwiek aktywność fizyczną - to pomaga rozluźnić napięte mięśnie. Podczas ataku paniki nasze ciało zostaje przygotowane do tzw. odruchu "walcz albo uciekaj". Serce nam wali, pocimy się (chłodzimy mięśnie), organizm przestaje skupiać się na metabolizmie, adrenalina osiąga niepokojący poziom. To wszystko wydaje się jak rychła śmierć, zawał, szaleństwo albo kurna wszystko w jednym. Chyba, że człowiek to wie i powie sobie sam - to tylko reakcja organizmu, oddychaj,calm down. Podobno działa metoda oddechu : 1 /wdech /- odpręż się /wydech / ; 2 /wdech/ - odpręż się /wydech/ itd. do 10, albo w kółko póki człowiek nie ochłonie. Żeby ten nadmiar adrenaliny z siebie wyrzucić dobrze jest regularnie ćwiczyć. To trudne,wiem, zwłaszcza jak się lubi leniuchować przed kompem i przeglądać internety, ale co zrobić.
Czy to działa? Chciałabym odpowiedzieć, że tak - ale dowiem się tak na 100% w najbliższym czasie. Jeśli nie dopadnie mnie atak paniki na lotnisku, albo co gorsza w metrze, to uznam, że jest nadzieja dla wszystkich, którzy borykają się z tym szitem, przez który momentami mam wrażenie, że nic mnie nie uratuje, a ja do końca życia będę się czuć tak okropnie, jak teraz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz