poniedziałek, 28 marca 2016

#1

Jak rozpoznać atak paniki?


Ok, to trudne. Ale tylko z początku. Najpierw należy sobie zadać pytanie - oczywiście nie podczas ataku- ale tak po prostu, usiąść, wziąć jakiś notes i długopis (wiem, idiotycznie to brzmi, bo po co coś spisywać skoro zmiana i tak ma nastąpić w nas, w naszej głowie - ale jednak działa), zastanowić się nad kilkoma sprawami i spisać swoje myśli. Dlaczego? Żeby 1. dowiedzieć się tak naprawdę co się z nami dzieje  i 2.wyrzucić z siebie emocje, które tłumimy. 

Ja zadałam sobie pytanie : co działo się w moim życiu przez ostatni rok. Czy byłam narażona na stres? Owszem, byłam. W pracy i poza nią. I to na taki naprawdę spory. Nawet sobie z tego sprawy nie zdawałam. Mówię tu o stresie w korpo, że napieprzasz dzień w dzień i myślisz, że jesteś bogiem, a potem balujesz w weekend, a do tego czasem dochodzą jeszcze przecież relacje w rodzinie, ewentualnie utrata kogoś bliskiego, traumatyczne przeżycie itd.  Czy odczuwałam, że nie daję rady? Nie. Czy żyłam za szybko, za bardzo, nie dając swojemu organizmowi wytchnienia? Niestety tak. Mało snu, dużo papierosów, alkohol co weekend, nadgodziny i oczywiście poczucie, że wszystko zgrabnie ogarniam. Te czynniki sprawiły, że doprowadziłam swój organizm do stanu, w którym nie dawał już rady pracować - nie na tak szybkich obrotach, z tak małą ilością czasu na regenerację. A, zapomniałabym - jeszcze kawy dużo piłam. Korpoludzie zrozumieją- dzień zaczyna się od kawy. Dopiero później jest poczta i czerwone chorągiewki.. 

Odstawiłam kawę, odstawiłam papierosy -dopiero trzeci miesiąc, ale jednak odstawiłam.Chodzę wcześniej spać - jestem takim trochę emerytem w tygodniu, w weekendy trochę mi szkoda wieczoru, nocy w zasadzie. No ale w tygodni wybija 23:00 i ja już wiem, że powinnam leżeć w piżamie, bo muszę dać mojemu organizmowi odpocząć. Alkohol nie pomaga, więc niestety go trzeba ograniczyć. Najlepiej wyeliminować, ale wiemy wszyscy jak jest. 

Wzięłam więc notes i zrobiłam z niego dziennik. Spisałam sobie w nim kilka rzeczy. Zaczęłam od opisania pierwszego ataku. Opowiedziałam sama sobie jak wyglądał mój poprzedni rok. Odpowiedziałam sobie na pytanie, czy unikam potencjalnych zagrożeń, miejsc gdzie może mi się przytrafić coś złego - np. omdlednie, czy unikam ryzykownych sytuacji. Ofkors, unikałam, przecież to naturalna reakcja żeby się chronić przed czymś, co sprawia że masz wrażenie, że umierasz.     
I najważniejsze. Wypisałam w trzech dość ładnych przyznam grafach - jak się czuję gdy mam atak /jak mój organizm reaguje gdy to się dzieje, co myślę podczas ataku i jak się zachowuję podczas ataku, żeby go przetrwać lub mu zapobiec. Nie sądziłam, że takie zwykłe podejście do problemu w sposób poznawczy pomoże - ale jednak. Zrozumienie co się z nami dzieje jest najważniejsze. Dzięki temu można w przyszłości rozpoznać kiedy nadchodzi atak. Co zdecydowanie ułatwia funkcjonowanie, nie naprawia sytuacji całkowicie, bo wciąż mam przed oczami zatłoczony samolot i tłum ludzi, z którymi będę się musiała zmierzyć w piątek, ale na pewno pomaga. O wyrzucaniu z siebie emocji napiszę następnym razem. Może ktoś coś z tego wyciągnie dla siebie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz