Początek
Wszystko zaczęło się dość niewinnie. Pierwsza poważna praca, pierwsze poważne problemy - po prostu kurna dorosłość. Jak na przykładnego korposzczura przystało mam stresującą pracę, przebywam na co dzień wśród zakłamanych korposzczurów, ale dawałam radę. Negocjowanie ważnych - i dużych- kontraktów, spotkania z ważnymi osobami, ciężkie tematy do wyprowadzenia na prostą, dedlajny i inne korpoproblemy - to była codzienność, z którą świetnie sobie radziłam i wciąż radzę.
ALE..
Pewnego pięknego, grudniowego dnia mój organizm zdecydował się pokazać mi środkowy palec i zawołał do mnie na tyle głośno, bym się przestraszyła "Kurna, dłużej tak nie mogę". Po dwóch latach ostrego zapieprzu, nadgodzin, czuwania nad wieloma projektami, czyli ogólnie żałosnego korpożycia po raz pierwszy miałam atak paniki. I uwierzcie mi, nigdy niczego tak okropnego nie przeżyłam. Miałam wrażenie, że jeśli nie wyjdę ze spotkania to umrę, albo NA PEWNO oszaleję, albo w najlepszym wypadku zemdleję i stracę całkowicie kontrolę nad swoim ciałem. Poczułam jak krew odpływa mi z mózgu gdzieś w okolice stóp, że tracę oddech, albo po prostu nieświadomie go wstrzymuję. Trwało to kilka minut i jeszcze wtedy nie wiedziałam co mi się stało.
Kilka razy sytuacja się powtórzyła - podczas kolacji w cudownej, lecz zatłoczonej miejscowej knajpie, podczas stania w kolejce w Biedrze. Żyć nie umierać.
Jak każdy rozsądny człowiek zaczęłam się zastanawiać o co kurna chodzi, czy jestem chora. Zrobiłam więc badania, które wyszły dobrze. I nie, nie mam chorego serca. Jedyne co zostało u mnie zdiagnozowane to stany przedomdleniowe- no kurna łał.
Po dwóch miesiącach powtarzających się ataków, po internetowym researchu natrafiłam na artykuł o atakach paniki. Pomyślałam sobie - nah, pewnie to nie to, ale przeczytałam. Wypożyczyłam- albo raczej wypożyczono dla mnie- książkę o tym czym są ataki paniki i jak sobie z nimi radzić. I wtedy mnie olśniło - to jest o mnie, ta książka jest kurna o mnie, symptomy opisane w niej to dokładnie to, co odczuwam. Wspaniale. Jest dla mnie szansa. Bo piszą, że to się da pokonać bla bla bla. Tylko co z tego, skoro za cztery dni wyjeżdżam i na samą myśl o zatłoczonym lotnisku, ciasnym samolocie, wielkim europejskim mieście jest mi niedobrze i mam wrażenie, że nie panuję nad niczym, a już na pewno nie nad reakcjami mojego organizmu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz